<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1401039651941864029</id><updated>2011-07-07T13:15:40.404-07:00</updated><category term='nine inch nails'/><category term='industrial metal'/><category term='thrash metal'/><category term='polskie'/><category term='progressive metal'/><category term='leviathan'/><category term='industrial rock'/><category term='acid drinkers'/><category term='mastodon'/><category term='sludge metal'/><title type='text'>Zabbij Zabbiego</title><subtitle type='html'>Buagam.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://zabbyje.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1401039651941864029/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zabbyje.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>4</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1401039651941864029.post-5945333149115683933</id><published>2009-06-11T16:30:00.000-07:00</published><updated>2009-06-15T04:00:36.744-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='acid drinkers'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='thrash metal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polskie'/><title type='text'>Acid Drinkers - Infernal Connection</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a style="" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SjGodlgf90I/AAAAAAAAAF4/5OoqiQ_0Xko/s1600-h/frontyu4.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SjGodlgf90I/AAAAAAAAAF4/5OoqiQ_0Xko/s200/frontyu4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5346239458903586626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Znajdzie się taki, co nie lubi metalu. Wiadomo, co z nim. Znajdzie się też taki, co stwierdzi, że polska muzyka jest gówniana. Z nim już nie wiadomo dokładnie co. Można mu podsunąć pod nos płytę Acidów z 94 roku "Infernal Connection", a on przytaknie z aprobatą, po czym doda "no jedna jaskółka to wiosny nie czyni". W sumie dobrze, dla metalu liczy się tylko:&lt;br /&gt;- zima, bo jest trv&lt;br /&gt;- lato, bo nosi się sandały i czarne koszulki, bo w tych to się człowiek poci po szatańsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trybem życia, sposobem udzielania wywiadów oraz ogólną ideologią muzykalną Kwasożłopy uskuteczniają polski wizerunek typowych rockmanów. Wiecie, gitary, długie włosy, bunt, samowolka i oczywiście tanie wino. Zainteresowanych odsyłam do wywiadu z wokalistą Titusem w programie Kuby Wojewódzkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast słuchając ich kilku płyt, w tym Infernal Connection, słychać wyraźne inspiracje szerokopojętym thrash metalem ze Slayerem na wygolonym czole. To bardzo szybkie, agresywne kompozycje, pełne wycia, darcia i mielenia kotów w tle. Albo kurczaków w koszulce Venom, jak to zapowiada okładka. Ale czy warto mielić kurczaka w koszulce Venom? Nie sądzę, szkoda koszulki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O potędze Infernal Connection niech świadczy fakt, że koncerty Acidów są zdominowane przez kawałki z tej płyty. Na żadnej ich płycie (nawet na tej najnowszej) muzycy nie dali upustu takich pokładów energii. Szczególnie brawa należą się ślimakowi, perkusiście, który technicznie jest bez zarzutu, wszystkie osiem rąk ma, w bębny wali prawidłowo. Tworzy niesamowicie intensywne przejścia, nie pozostawia na słuchaczach suchej nitki. Całość uzupełniają chwytliwe riffy, już jakby gdzieś zasłyszane, a jednak miażdżące, mimo swej oszczędności. No i slayerowe, szalone solówki. Całość podlana urozmaiconym wokalem Titusa staje się strzałem w dziesiątkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy kawałek, oddzielnie i z osobna, jest hiciorem. Całość brzmi, jakby Acidzi zebrali najlepsze utwory w swoim taniowiniarskim dorobku i wrzucili na składankę Best of. Hiperenigmatic Stuff of Mr Nothing wita nas intensywnym nabiciem gitarowo-perkusyjnym, by po chwili przejść w szaleńczą pogoń, gdzie każdy z muzyków zdaje się próbować wyprzedzić drugiego, nie zauważając, że każdy z nich idzie łeb w łeb. Refreny nie są regularne, pierwszy dopasowuje się do spowolnionej zwrotki, drugi już idzie w przyspieszonym tempie. Moim faworytem jest w przejście w mostek - proste, trzykrotne nabicie znakomicie puentuje pierwszą część utworu.&lt;br /&gt;Następuje Anybody Home?! z tłumionym riffem, granym wespół z perkusją - czyż istnieje lepsza metoda na wzbudzenie erekcji headbangingowej? Zaskakujący jest jednak mostek - nagłe wyciszenie, leniwie grana solóweczka w delikatnym nabiciem talerzy. Ale bez obaw, metalowe łepki, pod koniec utwór wraca na swoje pierwotne, thrashowe tory.&lt;br /&gt;The Joker świetnie mi podszedł świeżo po projekcji nowego Batmana, mimo że utwór nawiązuje do arcywroga nietoperzowatego superbohatera jedynie tytułem. To dość szybki i zarazem skoczny utwór, podlany lekko zniekształconym wokalem Titusa. Intro, zagrane nieco ciszej stoi w ciekawej opozycji wobec tej intensywnej parti perkusyjnej z narastającym riffem, która łączy refren ze zwrotką. Całość zaś puentuje instrumentalna kakofonia, raz zagrana wolniej, raz szybciej.&lt;br /&gt;Track Time 66.6, czy trzeba coś więcej tłumaczyć? Utwór ma, zdaje się równo 66.6 sekund, a odtwarzacze zaokrąglają do minuty siedem. Wygrowlowany i bardzo szybko zagrany, z zabawnym UUK na końcu tytułowej frazy.&lt;br /&gt;Drug Dealer to przede wszystkim chwytliwy riff. Naprawdę chwytliwy riff. Tak chwytliwy, że tylko perkusja ma tu jeszcze jakieś znaczenie. No i rozedrgane zwrotki, gdzie gitara przyjaźni się z multiefektami, a powtarzana fraza "Selling dope and other shit" otoczona jest falą niezidentyfikowanych odgłosów. Kolejny faworyt koncertowy.&lt;br /&gt;Slow and Stoned/Method of Yonash to chwila wytchnienia dla ucha, niewprawionego w szybkość. Muzycy nastawili się raczej na budowanie specifycznego, ściskającego dupsko klimatu, budując zwrotki na przytłaczającym, egzotycznie brzmiącym riffie i nisko growlowanym śpiewem. Jest więc i slow, jak i stoned. Na mojej reedycji albumu utwór doczekał się aż czterech wersji tego kawałka w formie remiksu. Jest w sumie tak skonstruowany, że znudzony nastolatek za konsoletą ma szerokie pole do nakładania dodatkowych beatów i elektronicznych przyssawek mózgowych.&lt;br /&gt;Dancing in the Slaughterhouse jest pierwszym utworem, na którym doznałem uczucia wtórności - konstrukcja intra podobna do tej z Hiperenigmatic... z tymże tu nie ma miejsca na żadne zwolnienia, całość będzi z prędkością kombajnu do zbierania dzikich kurczaków z pola, mostek wypełnia szaleńcza, slayerowa solówka, także nikt nie powinien czuć się oburzony.&lt;br /&gt;IQ Cyco budzi skojarzenia z wcześniejszymi dokonaniami zespołu i swoją beztroskością lekko odstaje od reszty albumu. Chórkowe wokale w zwrotce, scretchowanie... wesolutki utwór, któremu nawet diabelnie szybka solówka nie pomaga wyrosnąć choćby minimalnej pary rogów.&lt;br /&gt;Backyard Bandit zmierza powoli ku końcowi, ale mimo to nie zwalnia nawet na chwilę. Odrobinę szybszy od Anybody Home?! ze znakomitym refrenem, poprzedzonym salwą krzykliwych skitów.  Czuć drżenie skóry i tego typu adrenalinowe objawy.&lt;br /&gt;Infernal Connection zaczyna się iście nostalgicznie i cichutko. Głos Titusa, drżący i płaczliwy nawija Bardzo Smutne Rzeczy Po Angielsku, w tle rozbrzmiewają rozwodnione gitary. Spodziewacie się nagłego przyspieszenia? Prawidłowo, ale i tak was będziecie zaskoczeni tym masakrującym zęby fragmentem, który nagle łamie rytm i wcina się nagle swoją zajebistością w środek utworu. Gitary i perkusja nie są ze sobą ściśle zsynchronizowane, ale współpracują, nadając na przemian szybsze i wolniejsze tempa. Jak dla mnie genialny motyw, jeden z lepszych na całej płycie. Całość wieńczy kakofonia instrumentalna oraz intro zagrane od tyłu. Taki tam narkotykowy patent, jak dla mnie niepotrzebnie wydłuża płytę.&lt;br /&gt;Tym bardziej, że to nie koniec. Jeszcze niespodzianka dla fanów Kazika - cover Konsumenta, zagrany przez Acidów, zaśpiewany przez grubasa. Spina klamrą całość w iście rockowym stylu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspominałem o korzeniach thrash metalowych i o genialnych ich wcieleniu w kwasożłopne warunki. W trakcie recenzji poszczególnych kawałków przyszedł mi do głowy jeszcze jeden powód, dla którego IC jest genialną płytą. Prócz znakomitych, energicznych kompozycji muzycy wysilili się i podjęli próbę ciekawego urozmaicenia kawałków, właśnie poprzez takie wstawki, jak ta z Anybody Home?! czy w tytułowym. Próba muszę przyznać, udana, czuć wszędobylsko panoszące się narrkotyki, które zresztą zdają się być dominującą częścią merytoryczną albumu (wystarczy zerknąć na poszczególne tytuły). Oczywiście nie każdy patent się sprawdził; wspomnianie puszczenie od tyłu intra czy scratchowanie, które nie najlepiej pasowało do reszty. Mimo to zawsze będę pełen podziwu dla takich "zapijaczonych" i "brudnych" i w ogóle nieobeznanych z "kulturą wyższą" muzyków. Są w stanie sklecić żywiołowe i energiczne kawałki, które przy tym trzymają się swojej wewnętrznej logiki. Fuzja narkotyków i taniego wina udana w 99.9 procentach, bo w stu to wiadomo, nie da się.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1401039651941864029-5945333149115683933?l=zabbyje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zabbyje.blogspot.com/feeds/5945333149115683933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1401039651941864029&amp;postID=5945333149115683933' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1401039651941864029/posts/default/5945333149115683933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1401039651941864029/posts/default/5945333149115683933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zabbyje.blogspot.com/2009/06/acid-drinkers-infernal-connection.html' title='Acid Drinkers - Infernal Connection'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SjGodlgf90I/AAAAAAAAAF4/5OoqiQ_0Xko/s72-c/frontyu4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1401039651941864029.post-759965172748867426</id><published>2008-12-23T14:33:00.000-08:00</published><updated>2008-12-24T08:07:47.008-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mastodon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sludge metal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='leviathan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='progressive metal'/><title type='text'>Mastodon - Leviathan</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SVIzVqK2y2I/AAAAAAAAAEQ/rs9Caqsjya8/s1600-h/15777129_leviathanwf3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SVIzVqK2y2I/AAAAAAAAAEQ/rs9Caqsjya8/s200/15777129_leviathanwf3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5283341760049105762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jednak napiszę sobie z polfontami, a co kuwa&lt;br /&gt;Łazi za mną ten album i łazi już tak dobre dwa lata, bo zanim go nabyłem, to mi niespecjalnie podchodził, po nabyciu uznałem go za lepszego od Blood Mountaina (nie mylić z Mustaina), a teraz mnie tak mocno skopał po lędźwiach, że do tej pory słyszę marsz pogrzebowy zębów. Zatem pod tą impresją rowentyzmu nieokreślonego siadam i spisuję spostrzeżenia wszelakie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaszufladkowani jako sludge, progressive metalu, wymieniani wespół z innymi zespołami Nowej Fali Amerykańskiego Metalu, napierdalają po dziś dzień w waszych wesolutkich odbiornikach, wydawszy trzy kompletne płyty, z czego ostatnie dwie ośmielają się opierać na konceptach. Jedną z nich jest właśnie Leviathan, zainspirowany "Moby Dickiem" Hermana Melvilla. Jak to ktoś ładnie określił - "dziesięć różnych utworów o zabijaniu walenia" i, jeśli przez "walenia" rozumie nasze tradycyjne pojmowanie stylistyki metalowej, to faktycznie zostaje ona zmiażdżona tymże wielkim cielskiem, wypchanym szaleńczą i nieposkromioną perkusją, zapętlonymi riffami czy przejmującym ryciem rannego Jonasza. Troya, znaczy. W stosunku do poprzedniczki albumowej, czyli Remissionki bez Kruszonki, Leviathan zyskuje w oczach ze względu na znacznie bardziej wyrównany stosunek napierdu do melodyjności. Nie idzie przy tym, och, jakżesz to odkrywczy, schemat napierdolu w zwrotak i następującego pitolenia w refrenach. Ciężko tu zresztą wyczaić tak "proste" podziały na refren i zwrotki, bo kompozycje mastodońskie potrafią zaskoczyć na każdym kroku. Kopnęło mnie to szczególnie w drugim utworze "I am Ahab", gdzie co kilkanaście sekund główny riff przechodzi cudowne ewolucje, raz idzie szybciej, raz wolniej... nie do ogarnięcia dla mnie jest, jak fantastycznie ten utwór płynie, wszelakie przejścia, solówki, wycia, darcia, perkusyjne ewolucje, ruszają naprzód, unikając nadmiernych powtórzeń. I żadną miarą nie mamy tu do czynienia z dillinger escapowatym chaosem, każdy element jest tu położony na swoim miejscu. Zaskakuje, a jednocześnie jest tak naturalny dla ucha, że po przesłuchaniu za pierwszym razem możemy nawet niczego nie dostrzec. Także uwaga!&lt;br /&gt;Z kolei w takich utworach jak "Seabeast" czy "Naked Burn" zdecydowaną większość wokalnej roboty odwala Brent Hinds, co śpiewać niczym Ozzy Osbourne potrafi. Choć na tym albumie nie popisał się jakoś specjalnie, to już na następnym słychać, jak rozwija skrzydła. Ma coraz większy udział. Żeby się to tylko nie skończyło jakimś przekształceniem w bardziej nowoczesny Black Sabbath... a moze już takowym byli na samym starcie? Jak większość obecnie grających zespołów metalowych, hmmm? Wróćmy do tematu, bo żurek stygnie.&lt;br /&gt;Na osobną uwagę zasługuje praca perkusji Branna Dailora, bo to chyba ona najlepiej charakteryzuje zespół Mastodon (co, czyżby dlatego, że puk puk puk jest najlepiej słyszalnym elementem muzycznym dla zabbiego ucha? Takie plotki to ja dementuję i fermentuję jednocześnie!). Za każdym razem, jak oglądam jego grę z filmików na jutubie to coś mnie ściska w dołku i zapewne zwie się to zazdrością. Facet potrafi nakurwiać z tak niesamowitą precyzją, że to się w pale nie mieści. Łamie rytm, jak mu się podoba, raz go słychać bardziej, raz mniej, wie kiedy pierdolnąć mocniej, kiedy szybciej, wie kiedy przestać, ON WIE KURWA WSZYSTKO! Z tym przebijaniem się przez ścianę riffów z pewnością nie było mu łatwo na Leviathanie, płycie o specyficznym i jakże różnym od poprzedniczki i następniczki brzmieniu - wydaje mnie się, jak na mój słuch obu uch, że rozbrzmiewanie tegoż instrumentu zostało stłumione i lekko schowane. Być może sam siebie próbuję do tego przekonać, ale nadaje to tym melodiom wrażenie takiej "wodnistej" głębi, jakbyśmy byli otoczeni przez szeroki ocean, pod kopułą zachmurzonego nieba, oświetleni jeno rozbłyskującymi piorunami i świetlistą bielą zęba Białego Walenia Chorego Jelenia... wracajmy na miejsca. No generalnie woda wycieka z głośników. Ochrypłe riffy to z kolei kwintesencja zapijaczonego kapitana Ahaba, zaś bas... to bas. Nie słychać i dobrze. Znaczy, słychać, no ale kto by to tam kurwa zanucił.&lt;br /&gt;Trzymanie w ręku książeczki z tekstami to prawdziwa przyjemność - nie z podniety faktem posiadania oryginału, a po prostu z powodu grafiki. Trochu wysiłku w to włożono, wystarczy tylko zerknąć na cwaniacką gębę Walenia z okładki - czyż to nie cudowne, ta zaropiała szydera? Hehe, ale was zajebałem. Złocona ornamentalistyka również niczego sobie, te wszystkie zawijasy wokół tytułów, kółeczka, dzwoneczki... a w tym wszystkim teksty, których raczej ze słuchu się nie wychwyci. Czy to zbyt bełkotliwe, czy też skomplikowane... myślę, że nie każdy jest w stanie powiedzieć, co to jest physeter catodon. Merytorycznie zaś teksty koncentrują się na podobnej tematyce, jaka zawarta jest w książce - morskie filozofowanie na temat wolnej woli człeka, jego roli w Przeznaczeniu, jego dążeniu do Celu i wiele innych fajnie brzmiących wyrazów z dużej litery, przeplatane zaś to wszystko z polowaniem na Białego Walenia, co i tak jest z góry skazane na porażkę, bo za duży kloc do przełknięcia to jest. Z wikipedii wyczytałem, że generalnie chodzi o to, że pewien kapitan Ahab (o, jeden z utworów jest mi dedykowany, smerfastycznie!) się zawziął, by upolować Białego Walenia, bo ten mu kiedyś wyrządził Straszną Krzywdę. Stopniowo obserwujemy, jak taka zawziętość fatalnie się rozwija, by w końcu dotrzeć do tragicznego finału, z którego wynika, że człowiek, nawet jeśli posiada wolną wolę, to nie może pokierować swoim życiem dokładnie tak, jakby tego chciał. Szade. De Markiz.&lt;br /&gt;Moi ulubieńcy? Na pewno singlowe hiciory jak Blood &amp;amp; Thunder i Iron Tusk. Na pewno z melodyjnym nakurwem I Am Ahab czy Hearts Alive. Oczywiście czysty nakurw, jak Island czy Aqua Dementia. Wokalicznie Troy Sanders zjada "dziada" Brenta Hindsa, zdziera ryj, jęknie ładnie, melodeklamuje w Hearts Alive... "dziadowi" nie pomoże to, że lepiej śpiewa, tworzy ciekawe zróżnicowanie, ale utwory, które ma na wyłączność, nie łapią aż tak za serducho. Z solówek oczywiście krótki fragment Megalodona wysuwa się na wprowadzenie, gdyż szaleńcza wariacja gitarowa wspaniale spaja ze sobą dwa różne fragmenty tej samej kompozycji.&lt;br /&gt;Tradycyjnie Scott Kelly z Neurosis udziela się wokalnie, jako kawałek do wyśpiewania wybrał "Aqua Dementię". Tak zdesperowanych, mrocznych i zdołowanych wokali to jeszcze nie słyszał ten łez padół, Troy i Scott, mając podobną barwę głosu, najwyraźniej zdecydowali się zadrzeć się na śmierć, jeden wali, ile mu płuca pozwalają, robi przerwę, drugi go zastępuje i tak przez około dwóch minut, by potem ulec "destrukcji" i neurosisowo spowolnić. Nie ma nadziei!&lt;br /&gt;Drugim gościem jest Neil Fallon. Gościu stoner-rockowy z zespołu Clutch, facet o tak zapijaczonym i rudobrodym głosie, że krasnale Tolkiena to zniewieściałe podlotki-cioty o głowach z rajtuzy. Posturą oraz barwą głosu udziela się w Blood &amp;amp; Thunder. Wspólnymi siłami, z Mastodonem na czele tworzą wspaniały utwór o prostej, metalowej strukturze, przy którym głowa mimowolnie opada w dół i w górę się wznosi. Pamiętam, jak to Mario66 ściągnął mi teledysk do tego utworu i jak to pierwszy raz go zapuściłem i jak to przez pół godziny próbowałem się pozbierać... tak, słuchałem go wtedy na okrągło i aż po dziś dzień mogę z czystym sumieniem polecić go każdemu wyjadaczowi metalowemu. Jako debiutant oczywiście. Rozpierdolonym jestem.&lt;br /&gt;Oddzielna wzmianka należy się również utworowi "Island" - paniczne wycie, szaleńcze solówki i wrażenie bycia ściganym przez stado tambylców i dziką zwierzynę. Nie ma tu chwili wytchnienia, wycie przechodzi w pełne energii okrzyki w stylu "HAIL PEOPLE OF ICELAND" czy "BEWARE THE HAMMER OF THOR". Samo zaś zakończenie to znakomity kąsek dla fanów prostego, a jakże chwytliwego riffu. Dość powolna trójka, zwieńczona szybkim shredem (shrederem?), oczywiście przeplatana dziką perkusją i następną dawką wypluwanych fraz. Bomba, czyżby kaloryczna? Podobnie zresztą sprawuje się następny utwór, "Iron Tusk", skojarzenia z premierem przypadkowe. Fraza "Culture Vulture" któregoś dnia przejdzie do języka powszechnie używanego, zaś riffy z tego kawałka może i pochodzą z gitarzenia powszechnie metalowego, ale są znakomicie zaakcentowane, stopniowanie w tym kawałku wręcz poraża zmysły. "Seabeast" powolutku nas czaruje spokojną, wręcz narracyjną zwrotką, przerywa to ciekawą solówką, to kontrastywnie miażdżącym refrenem i czeka aż do ostatniego momentu, by nas zachwycić galopującym riffem. "Megalodon" wchodzi ładną solówką, zaczyna budować napięcie, nadaje na coraz szybszych obrotach... by w końcu pęknąć tą tak "niepasującą" solówką, co na ucho się rzuca i przejść w jeden z szybszych utworów na całej płycie. Nie zwalnia przez dłuższy czas, jeśli już, to na kilka słów. Sam zaś "Naked Burn" przez dłuższy czas nie potrafił mnie tak zachwycić jak pozostałe utwory, zawsze muszę doczekać do tego riffu przedrefrenowego, by się wczuć i poszybować. Niełatwo jest napisać o riffach mastodońskich, że są "spokojne", ale przy tym kawałku należy tak zespoić te oksy-morony.&lt;br /&gt;Całość wieńczy (?) "Hearts Alive", długi, złożony z kilku mniejszych partii utwór, co płynnie przechodzi z doom-metalowego zakończenia Aqua Dementi do melodyjnych i subtelnych solówek, by potem mogła nastać ostateczna przeprawa kapitana Ahaba, wieńczona shreddem i nieokełznaną perkusją. Mistrzostwo wokalne Troya, facet naprawdę potrafi zachwycić. Słucham tego wszystkiego jak zahipnotyzowany, nawet bas jestem w stanie wychwycić. Znów mamy pozorne zwolnienia, chwilowe nabieranie rozpędu i zrozpaczona jazda bez oceanicznej trzymanki. Następna w kolejce jest znacznie żwawsza partia instrumentalna, z iście epickim rozmachem Mastodon brnie ku zakończeniu powieści. W końcu zaś całość ulega rozpieprzeniu, mechaniczne riffy nie budują już napięcia, a powoli obracają wszystko w gruzy. Powoli zwijamy manatki.&lt;br /&gt;To było zwieńczenie konceptualnej części albumu, został jeszcze instrumentalny Joseph Merrick, dedykowany powyższemu ze względu na jego chorobę słoniowacizny. Jest podziwiany przez muzyków, gdyż mimo swego "kalectwa" był w stanie przezwyciężyć presję społeczeństwa i żyć jak normalny człowiek. Być może jednak utwór o Człowieku-Słoniu nie znalazł się na Leviathanie przypadkowo - może to jego postawa jest odpowiedzią na dylematy umieszczone w książce "Moby Dick"? Żeby go tylko Herman w niej umieścił, to by się tak interpretatorzy nie głowili. Sam zaś utwór chwyta za nos, bardzo ładne, gitarowe granie z niepokojącymi odgłosami w tle. Przynosi ukojenie dla ucha po tej całej rozpaczy, a jednocześnie obiera nas z jakiekolwiek nadziei na spokojne życie w harmonii z panią przyrodą, póki nie pozbędziemy się naszych uprzedzeń wobec inności. Rzekłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mastodon wie, jak należy się bawić w progresję tak, by nie nużyć. Zaskakują na każdym kroku, tradycyjne, chwytliwe riffy potrafią ładnie opakować łamiącą rytm perkusją, eksperymentalnym brzmieniem czy też rozwiązaniami instrumentalnymi, na które inne zespoły nie potrafiłyby się zdobyć. Na tę chwilę "Leviathana" mogę określić jako ich najbardziej spójnym i kompletnym dziełem. Czekam na koncert i następny album.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: Tak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uucker: Blood Mountain lepszy&lt;br /&gt;MisQ: Otwieracz genialny, reszta... hm...&lt;br /&gt;Debił: No, wreszcie jakiś album rozsądku!&lt;br /&gt;Gryzlee: Muszę książkę przeczytać&lt;br /&gt;Makkuro: To muzyka, nie literatura. Profesjonalizm&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1401039651941864029-759965172748867426?l=zabbyje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zabbyje.blogspot.com/feeds/759965172748867426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1401039651941864029&amp;postID=759965172748867426' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1401039651941864029/posts/default/759965172748867426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1401039651941864029/posts/default/759965172748867426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zabbyje.blogspot.com/2008/12/mastodon-leviathan.html' title='Mastodon - Leviathan'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SVIzVqK2y2I/AAAAAAAAAEQ/rs9Caqsjya8/s72-c/15777129_leviathanwf3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1401039651941864029.post-6805226180766749226</id><published>2008-11-22T17:34:00.000-08:00</published><updated>2008-11-23T14:03:54.397-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nine inch nails'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='industrial rock'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='industrial metal'/><title type='text'>Nine Inch Nails - The Downward Spiral</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SSnRSNohIiI/AAAAAAAAAEI/cGUyQCKnR_8/s1600-h/halo8.1.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 255px; height: 226px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SSnRSNohIiI/AAAAAAAAAEI/cGUyQCKnR_8/s320/halo8.1.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271974949641331234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Hehe, zrecenzuje kilka swoich ulubionych plytek, by moc sie wprawic w poprawne jezdzenie tych mniej ulubionych. Na dzien dobry - the downward spiral, czyli miazga miazga miazga, albumowy szczyt formy trenta reznora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zycie przecietnego fana industrial rock/metalu bez dorobku trenta reznora byloby niczym ten mikrofon, co to go barney greenway z napalm deathu zjadl - bezuzyteczny. Bezuzyteczne. Jajkolwiek badz. W kazdym razie poczatkowo mialem opornosc na miare magnetyzmu polarnego co do tej plyty. Nie przekonywaly mnie przycpane popierdywania poplatanego z darciem ryja, przemieszane z mrocznymi szeptankami na dobranoc diabelkowi spod choinki... mlody bylem. Glupi. Rzeczy po imieniu nazywac nie umialem (dalej nie umiem, ale sie ucze i staram, malpa w zoo)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po prostu jedyne co na tym albumie slyszalem, to zwykly, mlodzienczy bunt. Hormony buzuja w moich jajowodach, to nagram o tym plyte, pomyslal moj wyimaginowany reznor i nagral downward spiral... mlody bylem. Glupi. Widzialem rzeczy, ktore chcialem zobaczyc i slyszalem "pierdy", ktore chcialem uslyszec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dosc usprawiedliwien, jesli jest pieklo, to sie tam spotkamy. Ale ktoz o to dba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy utwor to normalne pierdolniecie bomby zegarowej. Coraz szybsze dzwieki uderzen, ktore plynnie przechodza w epileptyczno-perkusyjne odliczanie. Mniam mniam, z iluz to procent bomby sklada sie ludzki organizm, co do sodomii i utraty godnosci dazy w obliczu nieustajacego rozkladu barokowego. Nie mamy kontroli nad popedami. Swietnie mnie buja takie wejscie, co natychmiast spowalnia w utworze Piggy. No bo skoro nic nam nie idzie, skoro nasze zycie to tylko odliczanie sekund do smierci, to coz nam wiecej zostaje, jak sie poddac na starcie i przyspieszyc ten proces? Spokojny potworek utworek, co to w koncowce wypelniony jest szalencza, improwizowana gra na perkusji samego reznora.&lt;br /&gt;Znowu wiecej agresji w Herezji. Tak gwaltownego i zabojczo trafnego utworu natury nihilistycznej to naprawde, znajdzie sie chyba tylko w muzyce niemainstreamowej, bo tam to sie kazdy wypowiada o wszystkim jak mu sie podoba. Zageszczenie i trzeszczenie gitar dziala jak elektrowstrzas na moja swiadomosc religijna. Galopade jeszcze bardziej przyspiesza zroznicowany Marsz Swin, moze nie moj faworyt na plytencji, ale ilez to ja bym dal, by posluchac tego na zywca. Krwawa rzeznia i masarnia, jakzesz to latwo dopuscic do swinstwa, nie ingerowac, pozwolic innym na cierpienie, byleby nas samych nie dotknelo. Nagle solo na fortepianie i niespodziewanie melodyjny glos Trenta stana sie w pozniejszym okresie znakiem firmowym NINu - takie niespodziewiane zmiany tempa zamowic u nich mozna hurtowo. Nie Hurtowo, bo to pylica od gabki w szkolach gimnazjalnych.&lt;br /&gt;To byl singiel numer jeden. Teraz singiel numer dwa, ktorego w swoich latach gimnazjalnych za chuja nie moglem zrozumiec. Closer. No bo wiecie, o seksie, wtedy na etapie bocianow bylem. Linijka "I wanna fuck you like an animal" to krystalicznie subtelna poezja by Reznor (czesc, Mario!). W ogole te potezne pierdolniecia basowe, co pozniej rozszerzone zostaja o zgrabne partie melodyjne - hipnotyzuja. Obraz meskiej obsesji, desperacji w kolorach mroczniejszych od tych okreslajacych moja prochnice zebow. Papa, pieknie okrutny utworze, ruiner cie dopadl i zjadl na sniadanie. Szczekanie puszczone przez przester wraz z tym charakterystycznym zapetlonym jak trzask bicza motywem glownym po raz kolejny wgniata w krzeslo i przyspiesza produkcje adrenaliny. Przyznam szczerze, ze nie do konca kumam osobe adresata tekstu (bozia, kobietong, polityk siakis, wewnetrzny dajmos?), ale trudno, najczesciej te utwory bywaja ulubione, w ktorej warstwie tekstowej nie mozesz sie doszukac sensu we wlasnej interpretacji.&lt;br /&gt;Sodomia i gomoria, jak mawiaja panie sprzatajace - wita nas dziwnym pojekiwaniem w utworze the becoming. Rysio by stwierdzil, o czym utwor jest - zmiany, zmiany. Zmiany! Czlekoksztaltne nabieraja nieprzyjemnych doswiadczen i sami staraja sie stac w zyciu innych doswiadczeniem jeszcze mniej przyjemnym. Partia gitarowa brzmi interesujaco, tak poza nia to nie wiem za bardzo co.&lt;br /&gt;Z nastepnym utworem przyjdzie sie latwo identyfikowac - jakzesz ja nienawidze tego durnego pocieszania i moralizowania, jak mnie wnerwia sztuczna ingerencja blizniego w moje zycie, jeszcze w dodatku z nieczystych pobudek. Ladnie sie rozwija, z iscie chorobliwego beatu i pojekujacych wokali reznora w czysty wkurw, ze to nie mamy pelnej kontroli nad naszym zyciem.&lt;br /&gt;O, cos na ksztalt przerywnika nastepuje. Wykopany w kosmos Duzy Gosc z Duza Spluwa jest istna ekstaza radosci z faktu posiadania nad kims przewagi. Bohater naszego albumu urasta z marnego i okaleczonego frajera do rangi konkretnego nosiciela smierci, co smierdzi. Szkoda, ze tylko na dwie minuty.&lt;br /&gt;Wszystkie nastepne utwory az do konca albumu moglyby zostac skompresowane w jedna, cala, ogromna suite potegujacego sie szalenstwa. Lagodnie w nia wprowadza subtelny i melodyjny Warm Place, by zaraz potem przejsc dzikiego Erasera. Sluchanie tego po 23 grozi rakiem serca i choroba gwaltu. Nie, zaraz. Pierdolniecie dla ucha w kazdym razie, prezentacja etapami rozwoju stosunkow miedzy kobietongiem a mezczyzniakiem, co ja bezczelnie wykorzystuje. Jeden zero dla facetow, sa silniejsi i dominujacy.&lt;br /&gt;Zemsta bab nadchodzi w Reptile - czymze jest mezczyzniak wobec sukubowatej natury gadziny zwanej kobieta? Beat zaiste fabryczny, refren zaiste zajebisty. Nieunikniona pokusa, nieumiejetnosc zwalczenia popedu - mamy tu spisany za pomoca nut podrecznik mlodego skauta na drodze do tragicznej, nieszczesliwej milosci.&lt;br /&gt;Kolejny gigant o dosc lagodnym i niepokojacym zarazem wejsciu, czyli utwor tytulowy. Tempo krzesla bujanego i opadajacego sloneczka za horyzont. I genialne wejscie wokali - gardlowa szeptanka o samobojstwie z tak olbrzymim natezeniem krzykow w tle, ze az sobie to wlacze drugi raz. Zaraz. Niech sie skonczy. Generalnie pieprzyc tunel i chodzenie w strone swiatla, u Reznora jest mrok, halas i bol nieskonczenie gorszy od tego biblijnie piekielnego. A potem nicosc?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No wlasnie nie! Zostal nam jeszcze jeden, ogolnie lubiany, ogolnie kochany i ogolnie coverowany przez niezyjacych juz gitarzystow - jeszcze jeden utwor zostal. Hurt. I chociaz z gimnazjalnym Hurtem ma niewiele wspolnego, to ja jednak nie do konca jestem przekonany ta przycpana, cicha melodyjka. Jest fajna, tak. Jest klimatyczna, tak. Ma swietny tekst, tak. Takie ostatnie mysli, skrystalizowane juz po fakcie dokonanym, podsumowanie tego calego braku sensu zarowno w zyciu jak i smierci. Samobojstwo z poprzedniego utworu ssie. Niczego nie rozwiazuje, zostaje tylko BOOOOL i zal, ze sie tego lepiej nie poukladalo. I oczywiscie pierdolniecie przesteru na sam koniec, co o skok pod sufit przyprawic moze.&lt;br /&gt;Ech, stracilem watek. Chyba sie wlasnie przekonalem do Hurta. Nie gimnazjalnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Graficznie album, okladka, ksiazeczka zostaly przygotowane tak, jak sama muzyka - brudno, szaro, zdegenerowanie. Zdjecia polamanych pior w blocie i spirale. Kleksy, smeksy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idealny na kaca, na zjebanie humoru, ponury, ale prawdziwy. Reznor plus dragi to najlepsze polaczenie zaraz obok Igi z Wyrwal. Co zrobil????&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: Tak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Debił: Agresjaaaa, ale nie lubie&lt;br /&gt;MisQ: Tez nie, to nie jest zabawne&lt;br /&gt;Uucker: Hurt jest genialny, spierdalaj&lt;br /&gt;Gryzlee: Szata graficzna jak zwykle na poziomie&lt;br /&gt;Makkuro: Jest bardzo dobry w swojej klasie, tak sie nagrywa albumy&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1401039651941864029-6805226180766749226?l=zabbyje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zabbyje.blogspot.com/feeds/6805226180766749226/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1401039651941864029&amp;postID=6805226180766749226' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1401039651941864029/posts/default/6805226180766749226'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1401039651941864029/posts/default/6805226180766749226'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zabbyje.blogspot.com/2008/11/nine-inch-nails-downward-spiral.html' title='Nine Inch Nails - The Downward Spiral'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SSnRSNohIiI/AAAAAAAAAEI/cGUyQCKnR_8/s72-c/halo8.1.gif' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1401039651941864029.post-2144614497160493061</id><published>2008-11-21T10:32:00.000-08:00</published><updated>2008-11-21T10:33:26.769-08:00</updated><title type='text'>Odłączam się</title><content type='html'>Od tego bucolowatego bloga mckurrowego, co mnie mcwkurwuje, bo jest o gupich filmach, zamiast o madrym headbangu. Nienawidze polfontow i bede sie bawil tak, jak mi to wewnetrzny demiurg mcstalin dajmonion dajmos rozkaze. Sto lat!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1401039651941864029-2144614497160493061?l=zabbyje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zabbyje.blogspot.com/feeds/2144614497160493061/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1401039651941864029&amp;postID=2144614497160493061' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1401039651941864029/posts/default/2144614497160493061'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1401039651941864029/posts/default/2144614497160493061'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zabbyje.blogspot.com/2008/11/odczam-si.html' title='Odłączam się'/><author><name>Makkuro</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12549300904989630510</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sxNfbsZSSVA/SOlF2P5uIWI/AAAAAAAAAAk/SZQPiA6mgAk/S220/autoportret.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry></feed>
